nic nowego

pod słońcem
ziemia
zdarta do kości
anonimowe ofiary
historie miłosne
z obozów koncentracyjnych
naoczni świadkowie
naocznych świadków

opowiedz Babi Jar
opowiedz nieznaną planetę
niewyobrażalne już było

to zawsze są czyjeś domy
proszę
nie
zrzucajcie
bomb

dzbanek

napełniam dzbanek promieniami

zerwany listek mięty
krzyknął zapachem
w powietrzu między nami
zakwitła stulistna róża
ścieram zębami z języka smak złota
pszczoła chwyta w objęcia kwiat

nabieram światła
w dzbanek ciała

godzina ze szkła

rozlewa się we mnie ul
moje wnętrzności
skąpane w złocie
krew
koncentrat ciemnych wiśni

potrzebny był nowy pień mózgu
dla gitarzysty
nowy szpik
dla poety
nowe płuca
dla pianisty

w śmiertelne wieczory
płożą się róże
przechodzą na stronę snu

kto wycenił kwiaty
kto wyceni kwiat
który wyrośnie na nas

gwiazdy

róża przegląda się w lustrze
widzi czerwoną gwiazdę
wie dokąd iść
gubiąc barwę
wspina się na niebo

w dole
sezony mieszają swoje wody
jeżyny dojrzewają pod zimnym słońcem
biegną do nich cienie
mgła nasyca je swoim smakiem

żuk patrzy w gwiazdy
wie dokąd iść

Selkie

latarnia morska usnęła
poświata twoich dłoni
wystarczy

księżyc oddycha
szybko
dopóki mieszka w nas gwiazda

stoję na brzegu ciebie
zdejmij na chwilę
skórę

wyglądasz
wspaniale

złota godzina

wieczorne powietrze
słój z miodem lipowym
róże budzą się i rozświetlają od środka

dziś nie będzie
żadnej zbrodni przeciwko miłości
wysyłamy nasze imiona w kosmos

pod niebem pachnących drzew
dotknij moich nóg

satelita

zmierzch zagląda przez zasłony
ciemne motyle pukają w okna
przed snem
umyte kości

śpiewam twoje imię
tak jak ptak wyśpiewuje brzask
kwiat rosę

pod skórą
tkanką
szpikiem
jaśnieje satelita

kraina

tutejsza Beatrycze nie wygląda przyjaźnie
złe tatuaże, złe zęby
przekrzywiona peruka
szczur przeciął moją drogę z głośnym śmiechem
smak szarości w ustach

biegnę
rzucam za siebie sznur korali
chustkę
grzebień
w nic się nie zmieniają

na spękany asfalt
spada popiół

czas białych kwiatów

pęka struna zimy
ciemne miesiące zamykają się z hukiem za nami
drapie paznokieć młodego księżyca

pod stopami
dźwięczy dzwon ziemi
drewno na moją lirę
ma mocny puls

jest ktoś
w deszczu
pod miłorzębem
gdy pachnie mokry kurz

istota

jestem zamkniętym obiegiem nocy
moje ścieżki pościelone czarnym mchem
ktoś niewidzialny porusza gałęźmi jabłoni
przebudzone kwiaty zaglądają mi w oczy

zastawiłam pułapkę na czas
czuję jak srebrne stworzenia dążą do pełni
mój burzowy ogon strąca komety

to będą udane łowy
ta nieświęta ziemia
należeć będzie do mnie

« Older posts

© 2019 Przybywam w pokoju

Theme by Anders NorenUp ↑